Nowa analiza on-chain sugeruje, że obecna bessa na bitcoinie może jeszcze nie dobiegać końca. Zdaniem CryptoQuant rynek wciąż nie osiągnął pełnego wyczerpania, a ostateczne dno może ukształtować się dopiero w końcówce 2026 roku. CryptoQuant wskazuje strefę 55 000–60 000 USD jako potencjalne „żelazne dno”.Po nim rynek może wejść w dłuższy etap akumulacji przed kolejną hossą. Dno jeszcze przed nami? Według analityków CryptoQuant proces formowania dna bessy trwa, ale nie osiągnął jeszcze etapu finalnej kapitulacji. Kluczowym narzędziem pozostaje tu wskaźnik MVRV Z-score, który porównuje kapitalizację rynkową bitcoina z jego wartością zrealizowaną. Obecnie wskaźnik sygnalizuje schładzanie rynku, ale jeszcze nie pokazuje ekstremów znanych z historycznych dołków. W poprzednich cyklach właśnie zejście MVRV Z-score na poziomy ujemne często zbiegało się z momentem pełnego wyprzedania rynku. Na tej podstawie CryptoQuant zakłada, że bitcoin może jeszcze raz zejść w okolice 55–60 tys. USD, zanim rozpocznie się bardziej trwały proces odbudowy. Taki scenariusz nie oznacza automatycznie natychmiastowego powrotu hossy. Wręcz przeciwnie — po uformowaniu dna rynek może wejść w wielomiesięczną, a nawet dwuletnią fazę akumulacji. To okres, w którym kapitał instytucjonalny i długoterminowi inwestorzy budują pozycje, podczas gdy detal wciąż pozostaje ostrożny. Dla tej tezy ważny jest również kolejny halving, oczekiwany w 2028 roku. Historycznie to właśnie miesiące następujące po tym wydarzeniu uruchamiały najsilniejsze impulsy wzrostowe. Na dziś wniosek jest prosty: nawet jeśli bitcoin odbił od lokalnych minimów, część analityków nadal uważa, że rynek nie pokazał jeszcze ostatecznego dna obecnego cyklu.
Ethereum bije rekord aktywności, ale kurs nadal stoi pod oporem. Co blokuje ETH?
Sieć Ethereum pracuje dziś na rekordowych obrotach. Liczba transferów osiągnęła historyczne maksimum, a aktywność użytkowników utrzymuje się na wyjątkowo wysokim poziomie. Problem w tym, że kurs ETH wciąż nie potrafi przełożyć tych fundamentów na trwały ruch wzrostowy. 7-dniowa średnia liczby transferów w sieci Ethereum przekroczyła 1,3 mln dziennie.Cena ETH nadal porusza się w przedziale 2100–2300 USD i nie może trwale przebić kluczowej strefy oporu. Mocne fundamenty, słaby kurs Ethereum notuje obecnie jedne z najmocniejszych danych on-chain w swojej historii. Wysoka aktywność obejmuje nie tylko zwykłe transfery ETH, ale też operacje w DeFi, NFT, stablecoinach oraz aktywność na warstwach drugich. To ważne, bo każda większa aktywność sieci oznacza większe zużycie gasu, a więc również większą presję deflacyjną poprzez spalanie części podaży ETH. Teoretycznie taki zestaw danych powinien wspierać cenę. W praktyce rynek nadal zachowuje się ostrożnie. ETH od tygodni porusza się w szerokim zakresie konsolidacji, a okolice 2250–2300 USD pozostają dla byków problemem. Dopiero trwałe wybicie powyżej tej strefy mogłoby poprawić techniczny obraz rynku i otworzyć drogę do testu 2500 USD. Bez tego ether wciąż pozostaje aktywem o mocnych fundamentach, ale słabym momentum cenowym. Jeżeli popyt nie przyspieszy, rynek musi się liczyć z ponownym testem strefy wsparcia w rejonie 2000 USD, a w bardziej nerwowym scenariuszu nawet z zejściem w obszar 1550–1800 USD. To właśnie ta rozbieżność między rekordową aktywnością sieci a niemrawym wykresem sprawia, że coraz więcej inwestorów postrzega ETH jako aktywo niedowartościowane, ale wciąż czekające na silniejszy katalizator.
AI może przepchnąć bitcoina do nowej roli. Jordi Visser widzi w nim pieniądz maszyn
Sztuczna inteligencja może zmienić nie tylko rynek pracy i produktywność firm, ale też samą strukturę przepływu wartości w gospodarce. Zdaniem Jordiego Vissera to właśnie bitcoin może stać się największym beneficjentem tego procesu. Visser uważa, że AI stanie się jednym z głównych motorów światowej gospodarki.Bitcoin może zyskać nową rolę jako neutralna warstwa rozliczeniowa dla agentów AI.W takim scenariuszu BTC byłby nie tylko „cyfrowym złotem”, ale także pieniądzem maszyn. Era agentów zmienia zasady gry Jordi Visser, były menedżer Morgan Stanley i dziś szef AI Macro Research, uważa, że świat wchodzi w etap, w którym autonomiczne systemy AI przestają być wyłącznie narzędziami wspierającymi człowieka. Coraz częściej będą one samodzielnie podejmować decyzje, analizować ryzyko, zawierać transakcje i funkcjonować jak odrębni uczestnicy gospodarki. W takim świecie pojawia się pytanie: jakim pieniądzem mają posługiwać się maszyny? Bitcoin jako naturalna warstwa rozliczeniowa Zdaniem Vissera bitcoin ma kilka cech, które czynią go kandydatem idealnym. Jest neutralny, działa globalnie, nie wymaga pośredników, jest odporny na cenzurę i konfiskatę. To wszystko ma ogromne znaczenie, jeśli stroną transakcji przestaje być człowiek, a staje się nią algorytm. Jeśli AI zacznie szukać najbardziej efektywnego i odpornego sposobu przesyłania wartości, tradycyjne systemy finansowe oparte na walutach fiducjarnych mogą okazać się dla maszyn po prostu gorszym wyborem. W takim układzie bitcoin nie musiałby być nikomu „sprzedawany” marketingowo. To rzeczywistość zaczęłaby premiować warunki, dla których został stworzony. To nie tylko teoria Visser wpisuje się tu w szerszy trend. Wcześniejsze badania nad preferencjami modeli AI pokazywały już, że bitcoin był najczęściej wybieranym aktywem jako magazyn wartości, a stablecoiny pełniły raczej funkcję środka transakcyjnego. Waluty fiducjarne wypadały w tych eksperymentach znacznie słabiej. To oczywiście nie oznacza, że bitcoin „wystrzeli jutro” tylko dlatego, że AI się rozwija. Visser sam podkreśla, że taki proces byłby stopniowy i wynikałby z adaptacji infrastruktury finansowej do nowych warunków technologicznych. Ale jeśli AI naprawdę stanie się centralnym elementem gospodarki, bitcoin może zyskać coś więcej niż kolejną narrację. Może dostać nową, praktyczną rolę.
G.Love stracił 420 tys. dolarów w BTC. Wszystko przez fałszywą aplikację Ledgera
Garrett Dutton, znany szerzej jako G. Love, stracił oszczędności życia ulokowane w bitcoinie. Według relacji muzyka do kradzieży doszło po zainstalowaniu złośliwej aplikacji podszywającej się pod Ledger Live. Muzyk stracił 5,9 BTC, czyli około 420 tys. USD.Blockchainowy śledczy ZachXBT ustalił, że środki trafiły na adresy powiązane z giełdą KuCoin.Sprawa jest kolejnym przypomnieniem, jak groźne pozostają fałszywe aplikacje i phishing. Jedna zła instalacja i środki zniknęły Garrett Dutton poinformował, że stracił swoje bitcoiny po tym, jak na nowym MacBooku zainstalował fałszywą aplikację podszywającą się pod Ledger Live i wpisał w niej seed phrase. Według jego relacji chodziło o 5,9 BTC, czyli środki, które przez lata miały pełnić rolę jego emerytalnego zabezpieczenia. Blockchainowy detektyw ZachXBT ustalił później, że środki zostały rozbite na kilka transakcji i ostatecznie trafiły na adresy depozytowe powiązane z KuCoinem. Czy aplikacja była w App Store? To pozostaje niejasne. Sam Dutton nie podał dokładnie, z jakiego linku skorzystał. Cointelegraph nie znalazł fałszywej aplikacji Ledgera w App Store, co sugeruje, że bardziej prawdopodobny jest scenariusz phishingowy — np. fałszywy mail z pilną prośbą o aktualizację oprogramowania. Sam muzyk przyznał zresztą, że zawiodła ostrożność. I właśnie to jest tu kluczowe: nawet osoby trzymające kryptowaluty od lat wciąż mogą paść ofiarą dobrze przygotowanego oszustwa. To nie jest nowy problem Fałszywe aplikacje podszywające się pod Ledger Live krążą w sieci od co najmniej 2023 roku. W samym 2026 roku podobne oszustwa miały już kosztować ofiary setki tysięcy dolarów. Problem polega na tym, że cyberprzestępcy potrafią skutecznie wykorzystywać zaufanie użytkowników do znanych marek oraz pośpiech związany z rzekomymi aktualizacjami czy komunikatami bezpieczeństwa. Wniosek jest stary, ale brutalnie aktualny: seed phrase nigdy nie powinien być wpisywany do przypadkowej aplikacji, a oprogramowanie należy pobierać wyłącznie z oficjalnych źródeł. W świecie krypto jeden błędny klik nadal może kosztować cały majątek.
Skrajny strach wokół XRP. Czy właśnie z takich momentów rodzą się odbicia?
Na rynku XRP dominuje dziś wyraźny pesymizm. Według Santiment nastroje detalistów spadły do jednego z najniższych poziomów w ciągu ostatnich dwóch lat. Paradoksalnie właśnie to może być dla części inwestorów sygnałem ostrzegającym… przed odbiciem. Santiment wskazuje, że FUD wokół XRP jest dziś trzecim najwyższym odczytem w ciągu dwóch lat.Historycznie podobne epizody bywały zapowiedzią przynajmniej krótkoterminowych wzrostów.W tle pojawiły się też wyraźniejsze napływy do ETF-ów powiązanych z XRP. Inwestorzy XRP są w strefie strachu Według Santiment po około dziewięciu miesiącach spadków nastroje wokół XRP są wyjątkowo słabe. Relacja komentarzy pozytywnych do negatywnych w mediach społecznościowych spadła do poziomów, które platforma określa jako strefę FUD. To już trzeci tak skrajny epizod pesymizmu w ciągu ostatnich dwóch lat. I właśnie dlatego część analityków zaczyna patrzeć na ten sygnał w sposób kontrariański. Santiment przypomina, że w lutym i październiku 2025 roku podobne skoki negatywnego sentymentu były później punktem wyjścia do wyraźnych odbić ceny. Strach nie musi oznaczać końca To oczywiście nie działa jak magiczny wskaźnik. Sam wysoki poziom strachu nie gwarantuje wzrostów. Pokazuje jednak, że rynek mógł wejść w fazę, w której większość uczestników jest już mocno zniechęcona — a to często zmniejsza presję dalszej panicznej sprzedaży. W takich momentach nawet umiarkowanie pozytywny impuls może wywołać szybszy ruch w górę, bo po stronie podaży nie ma już tak dużo nowych chętnych do wyjścia. Co dzieje się z ceną? W chwili obecnej XRP kosztuje około 1,32 USD. To oznacza spadek o około 39% w skali roku i lekką korektę w perspektywie ostatnich 30 dni. Na pierwszy rzut oka nie wygląda to jak rynek gotowy do większego wybicia. Jednocześnie ciekawie wygląda segment ETF-ów. Fundusze spot powiązane z XRP odnotowały 10 kwietnia najwyższy jednodniowy napływ od początku lutego, a łączny bilans tygodnia przekroczył 11,7 mln USD. To nie jest jeszcze sygnał pełnego odwrócenia trendu, ale pokazuje, że przy rosnącym strachu po stronie detalicznej część kapitału zaczyna znów przyglądać się temu aktywu z większym zainteresowaniem.
Meta buduje cyfrowego Zuckerberga. AI ma mówić do pracowników jego głosem
Meta pracuje nad fotorealistyczną wersją AI Marka Zuckerberga, która w przyszłości miałaby kontaktować się z pracownikami firmy, przekazywać im wskazówki i odpowiadać w stylu prezesa. To brzmi jak science fiction, ale w praktyce może być początkiem zupełnie nowego trendu w korporacjach. Meta rozwija AI-awatara Zuckerberga do komunikacji z pracownikami.Projekt wpisuje się w szerszą przebudowę firmy wokół sztucznej inteligencji.Jeśli eksperyment się powiedzie, podobne rozwiązania mogą zacząć kopiować inne korporacje. Cyfrowy Zuckerberg w drodze Według najnowszego raportu „Financial Times” Meta pracuje nad fotorealistycznymi postaciami 3D opartymi na AI, z którymi użytkownicy mogliby rozmawiać w czasie rzeczywistym. Największy priorytet ma dziś projekt oparty na samym Marku Zuckerbergu. Cyfrowy awatar ma być trenowany na podstawie jego wyglądu, głosu, stylu wypowiedzi, publicznych wystąpień i sposobu myślenia o strategii firmy. Celem nie jest stworzenie gadżetu, ale narzędzia, dzięki któremu pracownicy szybciej uzyskiwaliby odpowiedzi, informacje i feedback „jak od Zuckerberga”. To nie ten sam projekt, o którym było głośno wcześniej Warto tu od razu rozróżnić dwie rzeczy. Wcześniej pojawiały się informacje o osobistym agencie AI, który miał pomagać Zuckerbergowi w zarządzaniu firmą, wyszukiwaniu informacji i ograniczaniu biurokracji. Tym razem chodzi o coś innego: nie o AI dla Zuckerberga, ale o AI zamiast Zuckerberga w części wewnętrznej komunikacji. To znacząca różnica, bo oznacza próbę skalowania obecności prezesa przy użyciu sztucznej inteligencji. Początek nowego trendu? Cały projekt wpisuje się w szerszy zwrot Mety w stronę AI. Firma rozwija nowe modele, automatyzuje coraz więcej obszarów działania i coraz mocniej naciska na wdrażanie agentów sztucznej inteligencji do codziennej pracy. Jeśli cyfrowy Zuckerberg okaże się skuteczny, trudno nie zadać sobie pytania, co będzie dalej. Naturalnym kolejnym krokiem byłoby tworzenie podobnych awatarów innych prezesów, założycieli i menedżerów. Nie po to, by całkowicie zastąpić człowieka, ale by zwielokrotnić jego obecność, przyspieszyć przepływ wiedzy i skrócić dystans między kierownictwem a pracownikami. To może być jeden z tych eksperymentów, które dziś brzmią dziwnie, a za kilka lat staną się standardem.
RAVE eksploduje. Muzyczny token Web3 rośnie o 3500% i szokuje rynek
Na rynku kryptowalut pojawił się nowy bohater spekulacyjnego rajdu. Token RAVE, powiązany z projektem łączącym muzykę elektroniczną z Web3, wystrzelił o ponad 3500% i w bardzo krótkim czasie wdarł się do czołówki rynku. RAVE wzrósł o ponad 3500% i ustanowił nowe ATH w rejonie 9,81 USD.Kapitalizacja projektu przekroczyła 2,3 mld USD.Za wzrostami stoją m.in. niska podaż w obiegu, short squeeze i podejrzane przepływy on-chain. Jest RAVE, jest impreza RaveDAO to projekt z sektora Web3, który próbuje połączyć kulturę muzyki elektronicznej z blockchainem. W praktyce działa jako zdecentralizowany kolektyw organizujący wydarzenia muzyczne, wykorzystujący NFT jako potwierdzenie uczestnictwa i DAO jako model zarządzania. Token RAVE pełni w tym ekosystemie kilka funkcji jednocześnie. Służy do głosowania, płatności za bilety i merch, a także jako element ekonomiczny całej infrastruktury. Organizatorzy wydarzeń muszą go stakingować, by korzystać z marki i zaplecza projektu. To ciekawy model, ale sama koncepcja nie tłumaczy tak potężnego ruchu cenowego. Dlaczego kurs eksplodował? Za rajdem stało kilka czynników jednocześnie. Po pierwsze, bardzo niska podaż w obiegu — tylko około 24% całkowitej emisji trafiło dotąd na rynek. Przy takiej strukturze nawet umiarkowany popyt może wywołać ekstremalny skok ceny. Po drugie, doszło do wyraźnego short squeeze. Część traderów próbowała grać pod spadki po pierwszym impulsie wzrostowym, ale w praktyce została zmuszona do odkupywania tokenów po coraz wyższych poziomach. Po trzecie, włączył się klasyczny mechanizm FOMO. Gdy token zaczął rosnąć, przyciągnął uwagę inwestorów detalicznych, a później sam ruch stał się paliwem dla kolejnych wzrostów. Ale są też znaki ostrzegawcze Choć rajd wygląda spektakularnie, rynek zaczął zwracać uwagę na podejrzane przepływy on-chain. Analitycy wskazują, że niektóre portfele mogły akumulować tokeny przy znacznie niższych poziomach, a następnie przesyłać je na giełdy już w trakcie eksplozji ceny. To nie dowodzi manipulacji, ale w takich przypadkach zawsze warto zachować ostrożność. Szczególnie że ruchy o skali kilku tysięcy procent często kończą się równie gwałtowną korektą. RAVE pokazuje więc dwie rzeczy naraz: że rynek nadal potrafi tworzyć spektakularnych zwycięzców i że tam, gdzie pojawia się ekstremalne FOMO, ryzyko równie ekstremalnego schłodzenia zwykle rośnie bardzo szybko.
Happy Horse wystrzelił na szczyt. Alibaba ma nowego lidera rynku AI video
Alibaba niespodziewanie namieszała w wyścigu generatorów wideo AI. Jej nowy model Happy Horse, opracowany przez zespół Token Hub, błyskawicznie wskoczył na pierwsze miejsce w branżowym rankingu systemów text-to-video. Happy Horse zadebiutował na 1. miejscu w rankingu generatorów wideo AI, wyprzedzając Seedance 2.0 od ByteDance.Model pozostaje w fazie beta.Alibaba zapowiada publiczne udostępnienie API w niedalekiej przyszłości. Nowy gracz wyprzedza gigantów Happy Horse okazał się jednym z największych zaskoczeń ostatnich tygodni na rynku sztucznej inteligencji w Chinach. Model rozwijany przez Token Hub z miejsca objął prowadzenie w rankingu narzędzi text-to-video, wyprzedzając nawet Seedance 2.0 od ByteDance. To duży sukces, zwłaszcza że wcześniejsze generatory wideo rozwijane przez Alibabę pod marką Wan zwykle nie zbliżały się nawet do ścisłej czołówki podobnych zestawień. Na tym tle debiut Happy Horse został odebrany nie jako pojedynczy przypadek, lecz jako sygnał wyraźnej poprawy jakości po stronie Alibaby. Alibaba rozwija kilka frontów jednocześnie Sukces modelu pokazał też coś jeszcze: Alibaba najwyraźniej rozwija więcej niż jeden projekt generowania wideo naraz. Wcześniej firma nie komunikowała szerzej, że poza laboratorium Tongyi podobnymi narzędziami zajmują się także inne zespoły. Jeszcze na początku kwietnia spółka prezentowała nową wersję generatora Wan, a teraz uwagę rynku przejął Happy Horse. To sugeruje, że Alibaba zaczyna grać szerzej i agresywniej w jednym z najbardziej konkurencyjnych segmentów całej branży AI. Wideo AI to dziś jeden z najbardziej gorących segmentów Generowanie wideo z tekstu pozostaje jednym z najatrakcyjniejszych obszarów rynku sztucznej inteligencji. Powód jest prosty: to segment, w którym stosunkowo łatwo wskazać realne modele monetyzacji — od reklamy, przez rozrywkę, po content marketing i produkcję kreatywną. Po osłabieniu pozycji części zachodnich graczy, a zwłaszcza po wycofaniu się OpenAI z tego konkretnego wyścigu, pole dla firm z Chin wyraźnie się poszerzyło. Dziś to właśnie one zajmują większość czołowych miejsc w branżowych rankingach. Happy Horse może się więc okazać nie tylko jednorazowym sukcesem, ale też sygnałem, że Alibaba wróciła do gry o najwyższą stawkę.
Komputery kwantowe a bitcoin. Rynek zaczął już wyceniać to zagrożenie?
Bitcoin znów znalazł się w centrum debaty o bezpieczeństwie sieci w erze komputerów kwantowych. Analitycy Bernsteina uważają jednak, że rynek w dużej mierze zdążył już uwzględnić ten strach w cenie, a deweloperzy wciąż mają czas, by przygotować sensowną ścieżkę aktualizacji. Bernstein uważa, że spadek BTC o niemal 50% od szczytu 126 198 USD z października 2025 r. częściowo odzwierciedla już obawy związane z komputerami kwantowymi.Według firmy zagrożenie jest realne, ale nie ma charakteru natychmiastowego ani egzystencjalnego.Kluczowym wyzwaniem pozostaje nie sama technologia, lecz osiągnięcie konsensusu w społeczności Bitcoina. Rynek nie ignoruje scenariusza kwantowego W najnowszej nocie Bernstein wskazał, że obecna słabość bitcoina nie wynika wyłącznie z makroekonomii czy sentymentu do aktywów ryzykownych. Część inwestorów zaczęła już wyceniać również długoterminowe ryzyko związane z rozwojem komputerów kwantowych. Zdaniem analityków nie jest to jednak zagrożenie, które podważa dziś sens istnienia sieci. To raczej problem, który trzeba potraktować poważnie, ale który nadal da się opanować. Bernstein zwraca uwagę, że z jednej strony postęp w obliczeniach kwantowych i AI przyspiesza, ale z drugiej rozwijają się też technologie prywatności, dowody zerowej wiedzy oraz kryptografia odporna na ataki postkwantowe. Innymi słowy: wyścig trwa po obu stronach. Google znów rozpalił debatę Nowa fala dyskusji pojawiła się po publikacji badaczy Google’a, którzy zasugerowali, że przyszłe komputery kwantowe mogłyby złamać kryptografię opartą na krzywych eliptycznych przy użyciu mniej niż 500 tys. fizycznych kubitów w określonych architekturach. W debacie wrócił też scenariusz, według którego odpowiednio zaawansowana maszyna kwantowa mogłaby złamać prywatny klucz Bitcoina w około dziewięć minut, czyli szybciej niż wynosi średni czas wydobycia nowego bloku. To właśnie ten wątek ponownie uruchomił pytanie: jak szybko Bitcoin potrzebuje praktycznej, uzgodnionej ścieżki migracji do rozwiązań postkwantowych? Bernstein uważa, że sieć nadal ma na to od trzech do pięciu lat. Problem nie polega więc na tym, że czasu już nie ma. Problem polega na tym, czy społeczność zdoła się porozumieć odpowiednio wcześnie. Najtrudniejszy problem nie jest techniczny W raporcie pojawiło się odniesienie do BIP-360, czyli propozycji ulepszenia Bitcoina, która zakłada wdrożenie typu wyjścia Pay-to-Merkle-Root. Taka zmiana mogłaby ograniczyć część ryzyk związanych z podatnością Taproota na przyszłe ataki kwantowe. Bernstein zaznacza jednak wyraźnie, że BIP-360 nie rozwiązuje całego problemu. Nie wprowadza bowiem pełnych podpisów postkwantowych, a jedynie redukuje część ekspozycji. Arthur Breitman z Tezosa i Zach Pandl z Grayscale podkreślają z kolei, że największą przeszkodą nie jest dziś sama inżynieria, lecz koordynacja społeczności. Technologię można przygotować relatywnie szybko. Trudniej skłonić miliony użytkowników, firmy, emitentów ETF-ów i operatorów infrastruktury do uzgodnienia wspólnej ścieżki działania. W przypadku Bitcoina to właśnie społeczny konsensus może okazać się trudniejszy niż kod.
Bitcoin jeszcze nie dotarł do dna? Coraz więcej analityków widzi spadek nawet poniżej 50 tys. USD
Na rynku bitcoina znów wraca temat głębszego dołka. Część najważniejszych analityków on-chain uważa, że obecna bessa nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa, a pełna kapitulacja rynku dopiero przed nami. Willy Woo wskazuje przedział 46–54 tys. USD jako potencjalny obszar dna.CryptoQuant twierdzi, że rynek nadal nie wszedł w pełną fazę kapitulacji.Kluczowe wskaźniki sugerują, że inwestorzy długoterminowi wciąż nie znaleźli się pod wystarczającą presją. Willy Woo: rynek może zejść znacznie niżej Willy Woo, jeden z najbardziej rozpoznawalnych analityków rynku kryptowalut, przedstawił scenariusz, który dla wielu inwestorów brzmi wyjątkowo nieprzyjemnie. Według jego modeli lokalne dno bitcoina może wypaść dopiero w przedziale 46–54 tys. dolarów. To oznaczałoby jeszcze jedną silną falę przeceny względem obecnych poziomów. Woo opiera tę tezę przede wszystkim na odpływie kapitału z sieci bitcoina, który trwa od listopada 2025 roku. Historycznie tego typu zachowanie często poprzedzało późniejsze, głębsze schłodzenie rynku. Dodatkowo analityk wskazuje na model CVDD, który obecnie pokazuje okolice 45 500 USD jako istotny poziom cyklicznego wsparcia. Problem w tym, że pełnej kapitulacji nadal nie widać Podobne wnioski płyną z analiz CryptoQuant. Julio Moreno uważa, że rynek zbliża się do końcowej fazy stresu, ale jeszcze jej nie osiągnął. Kluczowy jest tutaj wskaźnik NUPL dla inwestorów długoterminowych. Pokazuje on, że ich rentowność spadła z 58% do zaledwie 3% od października 2025 roku. To mocne schłodzenie, ale wciąż nie oznacza pełnego załamania sentymentu. Historycznie prawdziwe dołki bessy pojawiały się dopiero wtedy, gdy ta grupa przechodziła realnie pod wodę, a NUPL spadał poniżej zera. Dziś ten warunek wciąż nie został spełniony. To oznacza, że rynek może jeszcze potrzebować jednej, bardziej brutalnej fazy wyprzedaży, zanim osiągnie poziom, przy którym kapitulacja stanie się kompletna. Makro wciąż może dolać oliwy do ognia Cały ten obraz pogarsza jeszcze sytuacja geopolityczna. Konflikt na Bliskim Wschodzie nadal pozostaje nierozstrzygnięty, a każde nowe napięcie może natychmiast przełożyć się na wzrost cen energii i dodatkową presję na aktywa ryzykowne. Jeśli chaos makro się utrzyma, bitcoin może zostać zepchnięty niżej nie tylko z powodu własnej słabości, ale też przez szerszy odpływ kapitału z rynków. Na dziś najważniejszy wniosek jest prosty: coraz więcej danych wskazuje, że rynek jeszcze nie przeszedł pełnego oczyszczenia. A to oznacza, że inwestorzy liczący na szybki powrót hossy mogą się jeszcze mocno rozczarować.
Ethereum może stracić drugie miejsce? Traderzy coraz poważniej biorą to pod uwagę
Na rynku rośnie liczba zakładów, że ether może w 2026 roku stracić pozycję drugiej największej kryptowaluty pod względem kapitalizacji. Głównym kandydatem do przeskoczenia ETH nie jest jednak kolejny altcoin, lecz stablecoin Tether. Na Polymarket szanse na utratę przez ETH drugiego miejsca wzrosły z 17% do ponad 59%.Głównym zagrożeniem dla pozycji Ethereum staje się rosnący Tether.Mimo słabości ceny fundamenty samej sieci wciąż wyglądają relatywnie dobrze. Presja na ether rośnie Ethereum od dłuższego czasu ma problem z utrzymaniem dawnej dominacji rynkowej. Choć sieć nadal odgrywa kluczową rolę w stablecoinach, DeFi i tokenizacji, sam kurs ETH nie nadąża za oczekiwaniami inwestorów. W ciągu ostatnich pięciu lat kapitalizacja etheru wzrosła stosunkowo skromnie, podczas gdy USDT urósł w tym samym czasie wielokrotnie bardziej. Efekt jest taki, że Tether coraz realniej zbliża się do Ethereum pod względem wielkości. To właśnie dlatego na Polymarket coraz więcej użytkowników obstawia, że ETH może w 2026 roku spaść na trzecią pozycję w rankingu kapitalizacji. Jeszcze na początku roku taki scenariusz wydawał się niszowy. Dziś prawdopodobieństwo wyceniane przez rynek jest już wyraźnie wyższe. To nie tylko problem Ethereum, ale całego otoczenia rynkowego Słabość ETH nie wynika wyłącznie z problemów samej sieci. Dużą rolę odgrywa tu też makroekonomia. Rynek kryptowalut pozostaje pod presją wysokich stóp, napięć geopolitycznych i odpływu kapitału z bardziej ryzykownych aktywów. Widać to również po rynku ETF-ów spot na ethereum. Wartość tego segmentu wyraźnie spadła względem ubiegłorocznych szczytów, co pokazuje, że instytucjonalny popyt nie daje dziś ETH wystarczająco mocnego wsparcia. Jednocześnie stablecoiny — a szczególnie Tether — korzystają na tym otoczeniu. Gdy inwestorzy boją się dalszej bessy, często uciekają właśnie w aktywa o stabilnym kursie. To automatycznie wzmacnia pozycję USDT. Los ETH nie jest jeszcze przesądzony Mimo tego wszystkiego nie można mówić, że Ethereum zostało już definitywnie zepchnięte do defensywy. Sama sieć wciąż się rozwija, a fundamenty technologiczne pozostają solidne. Co więcej, rynek kryptowalut jest dziś wyjątkowo silnie uzależniony od sytuacji makro i geopolityki. Nawet sama zapowiedź przerwy w działaniach wojennych na Bliskim Wschodzie wywołała mocne odbicie cen cyfrowych aktywów. Gdyby doszło do realnej deeskalacji, ether mógłby ponownie dostać silny impuls wzrostowy. Dlatego pytanie nie brzmi dziś: czy Ethereum już przegrało? Bardziej: czy zdoła wrócić do gry, zanim Tether wykorzysta całą obecną słabość rynku.
GameStop nie sprzedaje BTC, ale zaczął na nim zarabiać w ryzykowny sposób
GameStop nie pozbywa się bitcoina, ale też nie trzyma go biernie w bilansie. Firma Ryana Cohena wdrożyła strategię, która pozwala generować dodatkowy dochód z posiadanych BTC, choć odbywa się to kosztem oddania części kontroli nad tym aktywem. GameStop wykorzystuje 4 709 BTC w strategii covered call.W praktyce firma zarabia premie opcyjne, ale może zostać zmuszona do sprzedaży swoich bitcoinów po z góry ustalonej cenie.To ruch znacznie bardziej aktywny i ryzykowny niż zwykłe trzymanie BTC w skarbcu. Bitcoin ma pracować, a nie leżeć bezczynnie W czasie bessy część firm trzymających bitcoina w bilansie zaczyna szukać sposobów na wyciśnięcie z tych aktywów czegoś więcej niż tylko biernego oczekiwania na odbicie cen. GameStop postanowił zrobić właśnie to. Spółka przeniosła niemal całość swoich rezerw — dokładnie 4 709 BTC — do struktury finansowej na Coinbase Prime. To oznacza, że wykorzystuje bitcoina jako bazę do strategii opcyjnej typu covered call. W uproszczeniu wygląda to tak: firma nadal posiada BTC, ale jednocześnie wystawia opcje kupna na te aktywa i pobiera za to premie. Jeśli cena bitcoina nie przekroczy ustalonego poziomu wykonania, GameStop zatrzymuje zarówno swoje BTC, jak i dodatkowy dochód. Problem zaczyna się wtedy, gdy kurs mocno rośnie Covered call to strategia, która dobrze działa w środowisku bocznym lub umiarkowanie wzrostowym. Tyle że ma też swoją cenę. Jeśli kurs BTC wystrzeli ponad ustalony strike price, druga strona kontraktu może skorzystać z opcji i odkupić bitcoiny od GameStopu po wcześniej ustalonej, niższej cenie. W takiej sytuacji spółka oddaje swoje BTC taniej, niż wynosiłaby ich aktualna wartość rynkowa. Formalnie więc firma nadal „ma” bitcoina, ale realnie ogranicza własny udział w potencjalnym mocnym rajdzie wzrostowym. To już nie jest klasyczne hodlowanie, lecz bardziej aktywne zarządzanie pozycją. Cohen daje sygnał: BTC nie jest świętością Warto też pamiętać o szerszym kontekście. GameStop kupił bitcoina w 2025 roku za ponad 500 mln dolarów, ale od tego czasu cena wyraźnie spadła. Przy wycenach w okolicach 66 tys. dolarów presja na to, by aktywa zaczęły na siebie zarabiać, jest znacznie większa. Ryan Cohen już wcześniej sugerował, że bitcoin nie jest dla GameStopu aktywem nietykalnym. W jednym z wywiadów stwierdził wręcz, że firma widzi atrakcyjniejsze możliwości niż trzymanie BTC bez końca i nie wyklucza sprzedaży części kryptowalut w przyszłości. Ta decyzja pokazuje więc wyraźnie, że dla GameStopu bitcoin nie pełni roli ideologicznej, lecz czysto finansową. Ma być użyteczny — nawet jeśli wiąże się to z większym ryzykiem.
Na nowe ATH bitcoina możemy poczekać dłużej. Coraz więcej wskazuje nawet na 2027 rok
Powrót bitcoina na historyczne szczyty nie musi nastąpić szybko. Część analityków coraz poważniej bierze pod uwagę scenariusz, w którym największa kryptowaluta najpierw zanotuje jeszcze głębsze spadki, a dopiero potem rozpocznie dłuższą drogę powrotną w stronę 126 tys. dolarów. Głębsza korekta mogłaby zepchnąć BTC nawet w okolice 40–45 tys. USD.W takim wariancie powrót do ATH z 2025 roku mógłby nastąpić dopiero po II kwartale 2027 roku.Historyczne dane sugerują, że im mocniejszy spadek, tym dłuższe późniejsze odrabianie strat. Im głębsza bessa, tym dłuższy powrót Bitcoin ma za sobą trudny początek 2026 roku. Całe marcowe odbicie zostało w dużej mierze skasowane, a w ujęciu kwartalnym rynek wciąż pozostaje wyraźnie pod kreską. Dla inwestorów ważniejsze od samej skali przeceny jest jednak to, co wynika z danych historycznych. Analiza Ecoinometrics pokazuje, że każdy dodatkowy spadek o 10% wydłużał w przeszłości czas potrzebny do odzyskania wcześniejszego ATH średnio o około 80 dni. To właśnie dlatego scenariusz dalszego osuwania się ceny zaczyna być traktowany coraz poważniej. Jeśli obecny dołek nie został jeszcze wyznaczony, a rynek zanotuje kolejną falę przeceny, powrót do rekordu z października 2025 roku może istotnie się oddalić. Wiele wskazuje, że to jeszcze nie koniec schładzania rynku Część analityków zwraca uwagę, że rynek mógł jeszcze nie zostać wystarczająco „wypłukany” z optymizmu. Wskaźniki łączące dane on-chain z sentymentem nadal pozostają powyżej poziomów, które w poprzednich cyklach wyznaczały twarde dna bessy. Dodatkowo niepokojące sygnały płyną z zachowania dużych graczy. Wieloryby mają sprzedawać agresywniej niż w poprzednich miesiącach, co nie musi od razu oznaczać natychmiastowego krachu, ale wyraźnie zwiększa presję sprzedażową. Jeszcze bardziej ostrożne podejście prezentuje Willy Woo. Jego zdaniem klasyczne dno bessy mogłoby wypaść dopiero w przedziale 40–45 tys. dolarów. Gdyby tak się stało, skala przeceny od szczytu na poziomie 126 tys. USD sięgnęłaby około 65%. 2027 rok przestaje brzmieć absurdalnie Jeśli przyjąć historyczny model odbudowy po głębokich spadkach, taki scenariusz oznaczałby, że bitcoin mógłby odzyskać poprzednie ATH dopiero po drugim kwartale 2027 roku. Oczywiście nie jest to prognoza pewna. To raczej wariant oparty na wcześniejszych cyklach, a obecny rynek ma kilka nowych zmiennych. Dużą rolę mogą odegrać napływy instytucjonalne do ETF-ów spot, a także potencjalne zmiany regulacyjne w USA, w tym możliwe uchwalenie CLARITY Act. Z drugiej strony sytuację nadal komplikują wysokie stopy procentowe, słaby sentyment do aktywów ryzykownych i napięcia geopolityczne. Dlatego scenariusz szybkiego powrotu do hossy nie jest dziś wcale tak oczywisty, jak jeszcze kilka miesięcy temu.
Stablecoiny wchodzą do mainstreamu. Garlinghouse porównuje je do "efektu ChatGPT"
Brad Garlinghouse uważa, że stablecoiny mogą okazać się dla rynku kryptowalut tym, czym ChatGPT był dla sztucznej inteligencji — narzędziem, które nagle przenosi technologię z niszy do masowej świadomości. Dane rzeczywiście pokazują, że ten segment rośnie w tempie, którego nie można już ignorować. Brad Garlinghouse określił stablecoiny jako potencjalny „moment ChatGPT” dla branży krypto.Wolumen obrotu stablecoinami przekroczył w 2025 roku 33 bln USD.Bloomberg prognozuje, że do 2030 roku przepływy w tym segmencie mogą sięgnąć 56,6 bln USD. Stablecoiny stają się narzędziem dla biznesu Prezes Ripple, Brad Garlinghouse, przekonuje, że stablecoiny przestają być jedynie dodatkiem do rynku kryptowalut i zaczynają odgrywać rolę praktycznego narzędzia dla firm. Jego zdaniem właśnie dlatego mogą stać się dla tego sektora punktem przełomowym porównywalnym z tym, co ChatGPT zrobił dla AI. W wywiadzie dla FOX Business wskazał, że coraz więcej zarządów dużych firm zadaje dziś swoim działom finansowym konkretne pytanie: jaka ma być ich strategia wobec stablecoinów? To ważny sygnał, bo pokazuje, że temat wyszedł już daleko poza krąg kryptowalutowych entuzjastów. W centrum zainteresowania pozostają przede wszystkim płatności. Stablecoiny oferują szybkie rozliczenia, łatwiejsze transfery transgraniczne i większą efektywność niż wiele tradycyjnych narzędzi finansowych. Właśnie dlatego coraz częściej są postrzegane nie jako spekulacyjny dodatek, ale jako realna infrastruktura płatnicza. Króluje Tether, ale rynek szybko się poszerza Garlinghouse przypomniał, że tylko w 2025 roku stablecoiny przetworzyły ponad 33 biliony dolarów wolumenu. To skala, która jeszcze kilka lat temu wydawała się kompletnie nierealna. Trzeba jednak dodać, że niemal 90% tego ruchu przypadło na USDT od Tethera, który nadal pozostaje absolutnym liderem tego segmentu. Ripple również chce mieć swój udział w tym rynku. Firma uruchomiła stablecoina RLUSD w grudniu 2024 roku, a po nieco ponad roku token awansował już do pierwszej dziesiątki największych stablecoinów, z kapitalizacją sięgającą około 1,4 mld USD. Według Bloomberga to dopiero początek. Analitycy tej firmy prognozowali na początku roku, że globalne przepływy stablecoinów mogą do 2030 roku wzrosnąć do 56,6 biliona dolarów. Jeśli ten scenariusz się zrealizuje, stablecoiny staną się jednym z najważniejszych narzędzi płatniczych w nowoczesnych finansach. Europa też buduje własny segment Choć rynek stablecoinów kojarzy się głównie z dolarem, coraz wyraźniej rośnie również jego europejska odnoga. Stablecoiny denominowane w euro stanowią dziś ponad 80% rynku stablecoinów niedolarowych, a ich łączna podaż sięga około 1,2 mld USD. To nadal niewielka skala w porównaniu z dominacją dolara, ale sam kierunek jest wyraźny: rynek zaczyna się różnicować geograficznie i walutowo. Jeśli dojdzie do dalszego uporządkowania regulacji, zwłaszcza w USA, stablecoiny mogą stać się jednym z głównych filarów adopcji blockchaina w świecie finansów.
Bitcoin w późnej fazie bessy? Dane on-chain pokazują narastający strach i słabnący popyt
Bitcoin wciąż pozostaje pod presją, a dane rynkowe coraz wyraźniej sugerują, że mamy do czynienia z zaawansowaną fazą bessy. Wysokie straty niezrealizowane, skrajny strach i słabnąca aktywność kupujących tworzą mieszankę, która historycznie pojawiała się w późnych etapach rynku niedźwiedzia. BTC spadł o ponad 45% od szczytu na poziomie 126 000 USD.Wskaźniki on-chain pokazują rosnące straty i wyczerpywanie się popytu.Kluczowe poziomy techniczne mogą zdecydować o tym, czy rynek czeka jeszcze jedna silna fala spadków. Coraz więcej inwestorów jest pod wodą Spadek kursu bitcoina poniżej 70 tys. dolarów nie jest już tylko zwykłą korektą, lecz częścią głębszego procesu osłabienia rynku. Wskaźnik NUPL spadł poniżej poziomu 0,25, co według CryptoQuant oznacza wejście w strefę „nadziei i strachu”. Mówiąc prościej: coraz większa część rynku trzyma BTC ze stratą i czeka na poprawę sytuacji. Według analityków około 40% podaży bitcoina znajduje się obecnie poniżej ceny zakupu. Dodatkowo indeks Fear and Greed spadł do poziomów określanych jako ekstremalny strach, co dobrze pokazuje, jak bardzo osłabł sentyment. Glassnode potwierdza ten obraz. Zrealizowane zyski skurczyły się z 3 mld dolarów dziennie w połowie 2025 roku do mniej niż 100 mln USD obecnie. To spadek przekraczający 96%, który historycznie był charakterystyczny dla późnych etapów bessy. Rynek jest coraz bardziej kruchy W końcowych fazach rynku niedźwiedzia zwykle widać niską płynność, słabe zainteresowanie inwestorów i większą podatność na gwałtowne ruchy. Dokładnie taki obraz wyłania się teraz z danych. Po odbiciu od poziomów poniżej 60 tys. dolarów bitcoin wszedł w fazę konsolidacji, ale sytuacja wcale nie jest stabilna. Główne wsparcie znajduje się obecnie w rejonie 64 tys. USD, a najbliższy opór w okolicach 72 tys. dolarów. Istotny jest też poziom 70 200 USD, odpowiadający średniemu kosztowi zakupu dla krótkoterminowych inwestorów. To właśnie tam rozstrzyga się dziś, czy rynek zdoła zbudować lokalną bazę pod odbicie, czy też wróci presja podażowa. Co dalej? Jeśli wsparcie pęknie, rynek może ponownie spojrzeć w stronę znacznie niższych poziomów, a część analityków wskazuje nawet obszary poniżej 50 tys. dolarów jako potencjalny kolejny cel. Z drugiej strony samo wybicie do 76 tys. USD również nie dawałoby jeszcze gwarancji trwałej zmiany trendu, bo wyżej czeka kolejna strefa mocnego oporu. Na dziś obraz rynku pozostaje jasny: bitcoin nie wygląda na aktywo, które wróciło już do zdrowej hossy. Bardziej przypomina rynek, który nadal próbuje przetrwać późną fazę bessy i dopiero szuka gruntu pod coś większego.
Nvidia znów pod presją. Sąd dopuścił pozew zbiorowy o ukrywanie przychodów z krypto boomu
Nvidia może stanąć przed kolejną poważną batalią prawną. Sąd w USA otworzył drogę do pozwu zbiorowego, w którym inwestorzy zarzucają firmie i jej szefowi, że zataili skalę przychodów pochodzących z boomu kryptowalutowego z lat 2017–2018. Sąd dopuścił pozew zbiorowy przeciwko Nvidii i Jensenowi Huangowi.Inwestorzy twierdzą, że firma ukryła ponad 1 mld USD przychodów związanych z miningiem.Sprawa może mieć poważne konsekwencje nie tylko finansowe, ale i wizerunkowe. Wraca temat kryptowalutowego boomu Sprawa dotyczy okresu, gdy gorączka związana z miningiem kryptowalut wywindowała popyt na karty graficzne. Inwestorzy twierdzą, że Nvidia miała wtedy zaniżać skalę zależności swoich przychodów od zakupów dokonywanych przez górników. Według pozwu ponad 1 mld dolarów przychodów związanych z kryptowalutami miało zostać zaklasyfikowane jako część segmentu gamingowego. To z kolei miało wprowadzać rynek w błąd co do rzeczywistej struktury biznesu firmy i ryzyk związanych z późniejszym spadkiem popytu. Kluczowy był wpływ na kurs akcji Pozew koncentruje się na tym, czy komunikacja Nvidii miała realny wpływ na cenę akcji. Inwestorzy wskazują szczególnie na drugą połowę 2018 roku, gdy spółka zaczęła korygować prognozy i ujawniać słabnący popyt. To właśnie wtedy rynek miał zrozumieć, że wcześniejsze przychody były mocniej powiązane z kryptowalutami, niż wcześniej sugerowano. Po ujawnieniu problemów akcje Nvidii spadły w ciągu dwóch dni o 28,5%. Sąd uznał, że istnieją wystarczające przesłanki, by inwestorzy mogli dochodzić roszczeń w ramach pozwu zbiorowego. To ważny etap, bo oznacza, że sprawa przechodzi z poziomu proceduralnej walki do realnego sporu o odpowiedzialność spółki. To nie pierwszy raz Temat ciągnie się już od lat. Pierwotny pozew złożono jeszcze w 2018 roku, a po długiej ścieżce prawnej sprawa wraca do sądu z nową siłą. Warto przypomnieć, że już w 2022 roku Nvidia zapłaciła 5,5 mln dolarów kary za niewystarczające ujawnienia dotyczące wpływu kryptowalut na biznes. Firma odpiera zarzuty i twierdzi, że inwestorzy z tamtego okresu i tak w długim terminie zarobili. Tyle że ten argument nie musi wystarczyć, jeśli sąd uzna, że rynek został wcześniej wprowadzony w błąd.
MARA wyprzedaje bitcoiny za 1,1 mld dolarów. Górnicy są pod coraz większą presją
Najwięksi gracze z sektora wydobycia BTC zaczynają podejmować ruchy, które jeszcze niedawno wielu inwestorów uznałoby za niepokojące. MARA Holdings sprzedała właśnie ponad 15 tys. bitcoinów za około 1,1 mld dolarów. To pokazuje, że nawet liderzy branży muszą dostosowywać się do coraz trudniejszych realiów rynku. MARA sprzedała 15 133 BTC za około 1,1 mld USD.Celem było wzmocnienie bilansu i redukcja zadłużenia.Presja na sektor miningu rośnie, a część firm działa już na granicy rentowności. MARA upłynnia część rezerw MARA Holdings poinformowała, że między 4 a 25 marca sprzedała 15 133 BTC. Łączna wartość transakcji sięgnęła około 1,1 mld dolarów, co czyni ten ruch jednym z największych przypadków sprzedaży rezerw przez górnika w ostatnich miesiącach. Nie była to jednak paniczna wyprzedaż. Spółka jasno zakomunikowała, że sprzedaż stanowiła element szerszej strategii finansowej. Większość środków została przeznaczona na wykup obligacji zamiennych o wartości około 1 mld dolarów. Dzięki temu MARA ograniczyła zadłużenie o około 30%, poprawiła elastyczność finansową i zmniejszyła ryzyko przyszłego rozwodnienia akcji. Z perspektywy zarządu była to więc operacja defensywna, ale logiczna. Górnicy mają coraz trudniej Ten ruch dobrze wpisuje się w szerszy problem branży. Według CoinShares nawet 15–20% globalnego hashrate’u może obecnie działać poniżej progu rentowności. Główny problem to coraz niższy hashprice, czyli przychód z jednostki mocy obliczeniowej. W lutym 2026 r. hashprice spadł do około 28 dolarów za PH/s/dzień, czyli do najniższego poziomu od halvingu z kwietnia 2024 roku. Co prawda później odbił w okolice 33 dolarów, ale z perspektywy całej branży wciąż pozostaje bardzo nisko. Do tego dochodzą rosnąca trudność sieci, niższe opłaty transakcyjne i wysoka presja kosztowa. Dla operatorów korzystających ze sprzętu średniej generacji granica opłacalności bywa dziś bardzo cienka. MARA nie rezygnuje z bitcoina Mimo dużej sprzedaży spółka nadal pozostaje jednym z największych korporacyjnych posiadaczy BTC. Po tej operacji MARA ma w bilansie jeszcze 38 689 bitcoinów, więc nie można mówić o odwrocie od kryptowalut. Co więcej, firma coraz wyraźniej sygnalizuje, że chce rozwijać się także poza samym miningiem — w kierunku infrastruktury energetycznej, AI oraz centrów obliczeniowych HPC. To pokazuje, że sektor wydobywczy zaczyna szukać nowego modelu działania. Dla części firm sam mining może już nie wystarczać.
Ethereum gotowe do odbicia? Ali Charts widzi coraz mocniejsze sygnały po stronie byków
Po wielu miesiącach słabości ether wreszcie zaczyna wyglądać na aktywo, które może przygotowywać się do większego ruchu wzrostowego. Zdaniem Ali Charts sytuacja techniczna ETH poprawiła się na tyle wyraźnie, że rynek może być bliżej kolejnej fali wzrostów, niż wielu zakłada. Ali Charts uważa, że ETH zaczyna przechodzić z fazy słabości do fazy odbicia.W tle pojawiają się sygnały techniczne i on-chain wspierające byczą tezę.Dodatkowo zakupy kontynuuje Bitmine, które agresywnie zwiększa ekspozycję na ethereum.
ETH wygląda coraz lepiej Według Ali Charts ether porusza się obecnie w formacji rosnącego trójkąta na wykresie tygodniowym. Ostatni zjazd w okolice 1800 USD miał pokryć się z ważnym wsparciem wynikającym z tej struktury, a odbicie od tego poziomu nie było przypadkowe
Analityk zwraca uwagę także na zachowanie wskaźników on-chain. Jego zdaniem spadek MVRV poniżej 0,8 był historycznie sygnałem kupna dla ETH, a fakt, że nastąpiło to akurat w momencie testu kluczowego wsparcia, wzmacnia całą byczą narrację.
Dodatkowo po raz pierwszy od wielu miesięcy wskaźnik SuperTrend miał przejść na stronę pozytywną, co może oznaczać, że dynamika rynku wreszcie zaczyna wracać na korzyść kupujących. Kluczowe poziomy dla etheru Ali Charts podkreśla jednak, że samo odbicie od wsparcia jeszcze nie oznacza pełnoprawnej hossy. Aby potwierdzić zmianę trendu, ETH musi przebić kilka ważnych stref oporu. W jego analizie chodzi o poziomy: 2356 USD, 2647 USD, 3639 USD, 4632 USD Dopiero sukcesywne pokonywanie tych barier miałoby potwierdzać, że ether rzeczywiście przechodzi w fazę silniejszego trendu wzrostowego. Fundamenty też wspierają byki Na korzyść ETH działa nie tylko wykres. Zakupy nadal prowadzi Bitmine, które w ciągu ostatnich 48 godzin zwiększyło swoje zasoby o ponad 117 tys. etherów. Firma jasno pokazuje, że wierzy w długoterminowy potencjał tej sieci i dalej realizuje plan zgromadzenia aż 5% całej podaży ETH. Dodatkowo Ethereum wciąż korzysta z efektów Merge. Inflacja etheru pozostaje wyraźnie niższa niż w przypadku bitcoina, co w długim terminie wspiera argument o relatywnej rzadkości aktywa. Na dziś trudno jeszcze mówić o pewnym początku nowej hossy na ethereum. Ale trzeba przyznać jedno: połączenie sygnałów technicznych, danych on-chain i zachowania dużych graczy wygląda dziś znacznie lepiej niż jeszcze kilka tygodni temu.
Bitcoin spadnie do 50 tys. dolarów? Jeden wskaźnik zaczyna sugerować taki scenariusz
Wśród analityków pojawiła się kolejna teoria dotycząca potencjalnego dna obecnej bessy. Tym razem chodzi o tzw. koszt energetyczny bitcoina, który według niektórych obserwatorów spadł już poniżej 50 tys. dolarów. Czy to oznacza, że kurs BTC również zmierza w okolice tego poziomu? Według TedPillows koszt energetyczny wydobycia BTC spadł poniżej 50 tys. USD.Część analityków dopuszcza zejście kursu nawet do 46–48 tys. USD.Inni nadal widzą na wykresie sygnały możliwego odbicia. Czy koszt energii wyznacza dno bitcoina? Tzw. electrical cost, czyli koszt energii elektrycznej potrzebnej do wydobycia jednego bitcoina, od dawna jest przez część rynku traktowany jako orientacyjny punkt odniesienia dla wyceny BTC. Analityk TedPillows twierdzi, że wskaźnik ten spadł właśnie poniżej 50 tys. dolarów i może wkrótce zejść nawet do 45 tys. USD. W jego ocenie zwiększa to prawdopodobieństwo, że kurs bitcoina jeszcze w tym cyklu spadnie poniżej 50 tys. dolarów i być może znajdzie lokalne dno w przedziale 46–48 tys. USD. Taki scenariusz miałby też pokrywać się z ważnymi technicznie poziomami z sierpnia 2024 roku, co dodatkowo wzmacnia jego narrację. Nie wszyscy widzą aż tak czarny scenariusz Trzeba jednak podkreślić, że nie cały rynek podziela tę opinię. Ali Martinez zwrócił uwagę, że na wykresie BTC rysuje się formacja, którą wielu traderów interpretuje jako potencjalnie bycze odwrócenie trendu. W jego ocenie krótkoterminowy cel dla bitcoina może sięgać 75 700 USD. Z kolei Merlijn The Trader podkreśla, że bitcoin po raz czwarty w historii dotknął tzw. strefy DCA na tęczowym wykresie. W przeszłości takie momenty często wypadały w pobliżu długoterminowych stref akumulacji, po których następowały wyraźne wzrosty. Innymi słowy: część analityków widzi w obecnym otoczeniu ryzyko głębszego zjazdu, inni uważają, że rynek już zbliża się do obszaru, w którym warto myśleć bardziej o akumulacji niż panice. Geopolityka nadal przeszkadza bykom Sytuację dodatkowo komplikuje chaos geopolityczny. Bitcoin reaguje obecnie wyjątkowo mocno na doniesienia z Bliskiego Wschodu. Gdy Donald Trump groził zniszczeniem irańskiej infrastruktury energetycznej, kurs BTC spadł poniżej 68 tys. dolarów. Kiedy Biały Dom złagodził ton i odroczył możliwe ataki, cena szybko odbiła powyżej 71 tys. USD. Tyle że problemem pozostaje nie tylko sam konflikt, ale też informacyjny chaos wokół niego. Raz słyszymy o rozmowach pokojowych, chwilę później druga strona im zaprzecza. Dla rynku to mieszanka, która skutecznie utrudnia trwałe odbicie. Na tę chwilę bitcoin znów zszedł poniżej 70 tys. dolarów, a inwestorzy pozostają rozdarti między nadzieją na odbicie a ryzykiem dalszej fali spadków.
Binance zaostrza zasady dla animatorów rynku. Koniec z ukrytymi układami i „gwarantowanym zyskiem”
Binance ogłosiło nowe wytyczne dotyczące współpracy między projektami kryptowalutowymi a animatorami rynku. Największa giełda świata chce ograniczyć ryzyko manipulacji i zwiększyć przejrzystość w jednym z najbardziej wrażliwych obszarów handlu tokenami.
Projekty muszą ujawniać, z kim współpracują jako animator rynku.Binance zakazuje umów gwarantujących zysk i podziału przychodów.Giełda zapowiada ostrzejszy nadzór i możliwość wpisywania nieuczciwych podmiotów na czarną listę.
Koniec z anonimowymi układami Nowe zasady Binance uderzają przede wszystkim w brak przejrzystości. Od teraz projekty kryptowalutowe mają obowiązek ujawniać podstawowe informacje o swoich animatorach rynku, w tym ich tożsamość, status prawny i szczegóły współpracy. Szczególną uwagę giełda zwraca na umowy obejmujące pożyczki tokenów. Takie porozumienia będą musiały jasno określać, w jaki sposób pożyczone aktywa mogą być wykorzystywane. Celem jest ograniczenie sytuacji, w których tokeny trafiają na rynek w sposób sprzeczny z interesem inwestorów albo harmonogramem emisji projektu. Binance chce uciąć potencjalne konflikty interesów Jeszcze ważniejszy jest zakaz określonych modeli współpracy. Binance jasno stwierdza, że nie chce widzieć umów gwarantujących zwrot ani porozumień opartych na podziale zysków pomiędzy emitenta tokena a animatora rynku. Zdaniem giełdy takie mechanizmy mogą tworzyć niebezpieczne konflikty interesów. Animator rynku powinien działać jako neutralny dostawca płynności, a nie jako strona zainteresowana maksymalizowaniem sprzedaży tokenów czy sztucznym pompowaniem obrotu. Wśród praktyk uznanych za niepożądane Binance wymienia m.in. jednostronne transakcje, sprzedaż kolidującą z harmonogramem unlocków oraz działania sztucznie zawyżające wolumen bez realnego wpływu na uczciwe kształtowanie ceny. Większa kontrola nad płynnością rynku Animatorzy rynku pełnią kluczową funkcję w ekosystemie krypto, bo to oni odpowiadają za płynność i ograniczanie poślizgu cenowego. Problem polega na tym, że ich działalność często pozostaje poza radarami przeciętnych inwestorów. Binance chce to zmienić. Giełda zapowiada szybkie i zdecydowane działania wobec nadużyć, włącznie z możliwością umieszczania nieuczciwych animatorów rynku na czarnej liście. To kolejny sygnał, że największe platformy handlowe chcą mocniej uporządkować segment odpowiedzialny za płynność tokenów — zwłaszcza w czasie, gdy rynek coraz uważniej patrzy na przejrzystość i uczciwość handlu.
Συνδεθείτε για να εξερευνήσετε περισσότερα περιεχόμενα
Γίνετε κι εσείς μέλος των παγκοσμίων χρηστών κρυπτονομισμάτων στο Binance Square.
⚡️ Λάβετε τις πιο πρόσφατες και χρήσιμες πληροφορίες για τα κρυπτονομίσματα.
💬 Το εμπιστεύεται το μεγαλύτερο ανταλλακτήριο κρυπτονομισμάτων στον κόσμο.
👍 Ανακαλύψτε πραγματικά στοιχεία από επαληθευμένους δημιουργούς.